Sesje noworodkowe zawsze przywodziły mi na myśl kadry śpiących dzieci, ciasno owiniętych w kokony kocykami albo jakimiś innymi materiałami. Nie będę ściemniać, nie jestem miłośniczką takich ujęć. W fotografii zawsze staram się stawiać na naturalność. Uważam, że fajnie mieć jedyną w swoim rodzaju pamiątkę z tego okresu, a nie powtarzalne kadry, gdzie każde dziecko wygląda, kopiuj wklej tak samo. Kiedy pojawiła się u mnie moja przyjaciółka wraz ze swoim synkiem, od razu wiedziałam, że nie będę go jakoś specjalnie układać, ubierać w jakieś śmieszne kreacje, wkładać w dziwne miejsca, ani usypiać na siłę. Korzystałam z tego, co dał mi sam Olek - śmieszne minki, wierzganie, płacz, ziewanie, aż w końcu sen. Teraz, gdy Olek jest troszkę starszy, z łezką w oku wracam do tych ujęć- a o to chyba właśnie w tym chodzi, prawda? :-)